Gdy nie ma miejsca na stałe kły. Leczenie 10-letniego Karola

Karol po raz pierwszy odwiedził mój gabinet około roku temu. Na wizytę przyprowadziła go mama, słusznie zaniepokojona kondycją jego zgryzu. Zęby chłopca były bowiem bardzo mocno stłoczone. W konsekwencji na górnym łuku brakowało miejsca na prawidłowe wyrzynanie stałych kłów. Przerwa pomiędzy dwójkami i czwórkami wynosiła zaledwie 2 milimetry. Odstęp był więc zbyt mały, aby w zdrowy sposób mógł w nim wyrosnąć nowy ząb.

Stan dolnego łuku również nie dawał pozytywnych rokowań. Siekacze były stłoczone, w dodatku brakowało przestrzeni dla wyrzynających się trójek.

Przypadek był na tyle trudny, że po dokładnej diagnozie i szczegółowym wywiadzie z mamą i chłopcem przygotowałam nie jeden, a aż dwa warianty postępowania leczniczego. Pierwszy wdrożyliśmy od razu, drugi miał być planem awaryjnym.

Przebieg leczenia

Młody pacjent był już w okresie uzębienia mieszanego, w jego jamie ustnej znajdowały się więc zarówno zęby mleczne, jak i stałe. Współpraca w zakresie leczenia aparatem wyjmowanym rokowała raczej niekorzystnie. Zaproponowałam więc terapię zgryzu z wykorzystaniem aparatu samoligaturującego 4×2 w systemie Damona, pozwalającą na rozbudowę łuków zębowych i wytworzenie brakującej przestrzeń w jamie ustnej.

W tym miejscu chciałabym rozwiać najczęściej powtarzający się mit, że z leczeniem czekamy na wszystkie wyrżnięte zęby stałe. Nic bardziej mylnego! Postępowanie ortodontyczne zaczynamy, kiedy istnieje taka potrzeba, de facto im wcześniej tym lepiej.  Jedynym warunkiem jest gotowość psychiczna dziecka. Łatwiej bowiem zastopować rozwój wady zgryzu, niż zniwelować negatywne skutki już występujących zmian.

Dziś można śmiało stwierdzić, że leczenie aparatem stałym w przypadku Karola było dobrą decyzją. Po 12 miesiącach terapii zgryz chłopca przeszedł duże zmiany. Zgodnie z przewidywaniami łuki znacznie rozbudowały się, co dało przestrzeń powoli wyrzynającym się kłom. Podobnie w przypadku piątek – mają one teraz znacznie więcej miejsca na prawidłowy rozwój.

Plan B

Najprawdopodobniej nie będziemy musieli więc korzystać z planu B, zakładającego dystalizację zębów. Ten termin oznacza przesunięcie trzonowców do tyłu, tak aby zrobić miejsce na kły. W trakcie postępowania trzeba byłoby wykorzystać dodatkowe aparaty, np. dystalizator GMD, Beneslider lub inne stałe przyrządy montowane na podniebieniu.

Leczenie polegające na stopniowej rozbudowie łuków aparatem stałym samoligaturującym Damona przynosi jednak tak dobre efekty, że w zgryzie chłopca najpewniej wkrótce nie zostanie śladu po stłoczeniach zębowych.

Wzór do naśladowania

Przypadek Karola jest świetnym przykładem tego, że nawet naprawdę spore zmiany w zgryzie dziecka można w miarę prosto wyleczyć. Zwłaszcza, jeśli nie zwleka się z wizytą u ortodonty i wykazuje się zaangażowanie w trakcie trwania terapii.

Należy bowiem pamiętać, że za doprowadzanie pacjenta do zdrowia nie jest odpowiedzialny wyłącznie specjalista. Osoba leczona też musi „dać sobie pomóc” – przestrzegać zaleceń oraz stawiać się na umawianych wizytach. Właśnie taka współpraca przynosi zazwyczaj najlepsze efekty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.